Strona Główna ZKP
Zdalny Klub Pisarski

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload



Poprzedni temat «» Następny temat
Walka 3
Autor Wiadomość
Scáthach 
Scáthach

Dołączyła: 11 Lut 2017
Posty: 17
Wysłany: 2017-05-16, 17:27   Walka 3

Walka 3
Alberto vs. Scáthach
Temat: Spotkanie z wyjątkowym imiennikiem
Termin oddania prac: 22 maja
Powodzenia!
 
 
   Podziel się na:     
Scáthach 
Scáthach

Dołączyła: 11 Lut 2017
Posty: 17
Wysłany: 2017-05-22, 15:33   

Carney upił łyk kawy, po czym odstawił papierowy kubek na ławkę. Przerzucił stronę w gazecie, rozglądając się wokoło. Otoczenie nie zmieniło się szczególnie - dzieci bawiły się na trawie, mamy spacerowały z wózkami, jacyś zapaleni sportowcy robili kolejne rundki po parkowych ścieżkach. Wtem uwagę mężczyzny przykuł czarny pies, biegnący z wywieszonym językiem i niewątpliwie wielką frajdą. Za nim pędziła niska, niezbyt szczupła kobieta - najwyraźniej właścicielka, próbująca dopaść niesfornego pupila. Zwykły człowiek mógłby mieć pewne trudności z dostrzeżeniem jej twarzy, ale wilkołak ze swoimi wyostrzonymi zmysłami zauważył, że była całkiem ładna. Z tego powodu, trochę impulsywnie, gwizdnął na psa, chcąc zwrócić na sobie jego uwagę. Czworonóg nadstawił ucho, obrócił łeb i, po chwili psiej kalkulacji, skręcił w stronę Szkota, biegnąc ku niemu z nie mniejszym entuzjazmem niż jeszcze parę sekund wcześniej. Carney przezornie odłożył gazetę, co okazało się dobrą decyzją - labrador, bo teraz widać było wyraźnie jakiej jest rasy, wbił się pazurami w jego uda, brudząc mu spodnie. Mężczyzna zrzucił z siebie natarczywe łapy, czochrając miękką sierść na łbie psa. Ten nadstawiał się do pieszczot, merdając szaleńczo ogonem. Czy nie tak wyglądało bezgraniczne szczęście?
Po chwili do czworonoga dołączyła jego właścicielka, już od paru metrów wykrzykująca słowa przeprosin i podziękowań na przemian. Mocno zdyszana zabrała psa, odgarniając z twarzy jasne włosy.
- Naprawdę przepraszam - powtarzała ciągle, przypinając pupilowi smycz. - Jest jeszcze młody, dopiero wszystkiego się u...
- Hej. - Carney usiłował złapać z kobietą kontakt wzorkowy. - Hej, nic się nie stało.
- Ale wiesz, twoje spodnie...
- A od czego są pralki? - Mężczyzna uśmiechnął się lekko, po czym odsunął gazetę i wskazał nieznajomej ławkę. - Usiądź, odpocznij trochę.
- Dzięki. Pewnie powinnam teraz zaofiarować wypranie ci tych spodni, ale nie sądzę, żebyś chciał wracać do domu bez nich.
- Cóż, parę ludzi mogłoby na mnie trochę dziwnie patrzeć.
Roześmiali się.
- Jak się wabi? - Szkot wskazał psa, pozwalając mu delikatnie podgryzać swoje palce.
- Carney.
MacLean parsknął śmiechem, patrząc na rozmówczynię z lekkim niedowierzaniem. Ta zaś uniosła brwi w zdziwieniu.
- Coś nie tak z tym imieniem? - spytała niepewnie.
- O, wręcz przeciwnie. - Mężczyzna podrapał się po głowie, po czym przeczesał włosy. - Sam się tak nazywam.
Kobieta otworzyła szeroko oczy i roześmiała się.
- No popatrz. To nietypowe imię, dosyć stare. Twoi rodzice interesowali się historią języka albo czymś takim?
- Nie bardzo, ale przywiązywali dość dużą wagę do historii rodu i te sprawy. Pochodzę od MacLeanów.
- Wow, czyli siedzę obok członka arytokratycznego rodu. - Nieznajoma udała podziw.
- Nie przesadzajmy. - Carney machnął ręką. Kilka chwil temu przestał czochrać czworonoga, przez co ten podskoczył, trącając go nosem. Wilkołak z uśmiechem wrócił do drapania labradora za uchem. - Mało osób zwraca teraz na to uwagę. Zresztą nigdy specjalnie nie pociągała mnie genealogia.
Kobieta pokiwała ze zrozumieniem. Po chwili ciszy Szkot zagadnął:
- Jak ty masz na imię?
- Deborah. Ale, proszę, mów mi Deb. Nienawidzę swojego imienia.
- Dlaczego? Jest ładne. - MacLean rzeczywiście nie widział w nim nic złego.
- Proszę cię. - Deb spojrzała na mężczyznę z dezaprobatą. Chwilę potem dodała: - Na pewno nie takie ładne jak twoje.
- Racja. Taki przystojniak - mężczyzna wskazał psa - nie mógłby nazywać się jakoś brzydko.
- To prawda. - Kobieta roześmiała się, myśląc niekoniecznie o czworonogu, a widząc błogi wyraz jego pyska rzekła: - Bardzo cię polubił.
- Wygląda na takiego, który uwielbia każdego, kto podrapie go za uchem.
- W zasadzie masz rację. Ale twoje pieszczoty szczególnie przypadły mu do gustu.
- Psy ogólnie mnie lubią, nie bardzo wiem czemu. - Carney przypuszczał, że to przez jego wilkołactwo, ale przecież nie mógł być pewny.
- Masz własnego?
- Niestety nie. Dość dużo podróżuję, jakiś pupil mógłby być problematyczny.
- Pozdróżujesz? Wow, a gdzie?
- Po Europie. Byłem w wielu różnych krajach. - Szkot zauważył jak twarz jego rozmówczyni zmieniła się po zerknięciu na zegarek, więc spytał: - Terminy gonią?
- Wiesz co, głupio mi tak ci przerywać, zwłaszcza, że chętnie bym posłuchała jak opowiadasz, ale mam umówioną wizytę u weterynarza za pół godziny.
- Aaa, to dlatego Carney tak uciekał!
Deb roześmiała się.
- Może spotkamy się jeszcze? Poopowiadałbyś mi jakieś historie z tras - zaproponowała. Mężczyzna ucieszył się w duchu. Dobrze trafił.
- Bardzo chętnie. Pasuje ci środa?
- O szesnastej?
- Jasne.
- Będzie ci przeszkadzało jak wezmę Carneya? Nie chcę zostawiać go samego w domu.
- Żaden problem. Możemy spotkać się nawet tutaj.
- Byłoby idealnie. Na pewno nie masz nic przeciwko?
- Czemu miałbym mieć? - Mężczyzna uśmiechnął się, wstając razem z towarzyszką.
- To w takim razie do zobaczenia! - rzuciła na odchodnym Deb, machając nowopoznanemu.
- Na razie!
Carney stał póki kobieta nie zniknęła za zakrętem. Potem usiadł, siorbnął łyk kawy z kubka i rozłożył gazetę, zakładając nogę na nogę. Najbliższe dni rysowały się bardzo obiecująco.
 
 
   Podziel się na:     
Alberto 

Wiek: 26
Dołączył: 29 Gru 2016
Posty: 15
Wysłany: 2017-05-22, 16:42   

Prawda bywa kłamstwem, a kłamstwo bywa prawdą.


Hiszpania, Barcelona.

Plaża, morze Śródziemne, drinki z parasolką i dziewczyny w bikini. Właśnie tego mi było trzeba, aby odpocząć po ostatnich wydarzeniach. Nieco się opalę i może poderwę jakąś ładną pannę, z którą mógłbym spędzić wieczory na imprezowaniu.
Fale, błękitne morze, żar lejący się z nieba, to pozwala mi, choć na chwile zapomnieć o tym, że musiałem unikać pościgu. Na terenie Czech na mój trop wpadła policja i było blisko a złapaliby mnie. Miałem nadzieję, że już dawno o mnie tam zapomnieli i nie będą ścigać mnie za kilka morderstw średnio znaczących osób. Myliłem się, ale trochę bieganiny po lasach i moczeniu się w rzekach dało oczekiwany efekt i udało mi się zmylić pościg. Możliwe, że następnym razem uda im się mnie złapać, dlatego muszę przez jakiś czas się tam nie pokazywać.
Spokój tego dnia przerywa mi dzwonek telefonu. Widząc nieznany numer domyślam się, że szykuje się jakaś robota. To by było tyle z odpoczynku, dlatego niechętnie odbieram.
- Rafał Katsuyoshi?
- Nie może podejść do telefonu, ale przekaże mu wiadomość.
Ktoś po drugiej stronie milczy tak długo, że aż sprawdzam czy aby się nie rozłączył.
- Proszę przekazać, że chodzi o przepędzenie duchów.
- Jakie wynagrodzenie?
- Dwadzieścia tysięcy euro i amnestia.
- Gdzie? – pytam z zaciekawieniem.
- We Francji.
- W takim razie wszelkie szczegóły proszę wysłać na meila. Wydaję mi się, że oferta będzie dla niego do przyjęcia.
Podawszy adres poczty internetowej rozłączam się. Dwadzieścia kawałków euro i amnestia? To pewnie jakaś grubsza sprawa z tymi duchami. Sam fakt, że tak wiele proponują daje do myślenia, ale co mi szkodzi? Przecież zanim oficjalnie przyjmę zlecenie upewnię się czy to nie pułapka. Taka standardowa procedura by nie zostać wynajętym przez nieodpowiednich ludzi, od których roi się na tym świecie.

***

Francja, Paryż

Luwr to jedno z najsłynniejszych muzeów na świecie. Aby zwiedzić całe to miejsce i przyjrzeć się każdemu z dzieł sztuki, które się tu znajduje potrzeba nie kilka godzin, ale co najmniej kilka dni. Zazwyczaj panuje tu wielki ruch, ale tak jest za dnia. Ja znalazłem się tutaj w nocy. Nie włamywałem się tylko dostałem klucze, aby mógł swobodnie przemieszczać się po tym budynku. Zatrudniono mnie abym przeprowadził tu egzorcyzmy. Z niewiadomych przyczyn to miejsce zaczęło nawiedzać coraz to więcej duchów, które zaczęły nieźle rozrabiać. Straszą kustoszy, strażników i turystów. Niektóre z nich nawet próbują zniszczyć bezcenne dzieła sztuki.
Zgodziłem się na tą fuchę, bo oprócz pieniędzy w umowie była dla mnie francuska amnestia. Dzięki temu mogę sobie gdzieś w tym kraju zasadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna. Piękna wizja, ale życie rodzinne nie jest dla mnie, jakoś nie przepadam też za sadzeniem drzew. Jednak dom by mi się przydał, ale to już inna bajka.
Maszeruję korytarzami wchodząc do sal, w których wyczuwam aurę duchów i recytuję inkantacje, które pozwalają im przejść na drugą stronę. Dokładniej jest to takie wykopanie ich z naszego świata w zaświaty. Nigdy nie zastanawiałem się, po co one tu w ogóle pozostają. Jedni mówią, że mają jakieś niezałatwione sprawy a inni, że pozostają tu, bo chcą nam coś przekazać. Mi jednak wydaje się, iż pozostają tutaj, dlatego że ten świat jest jedynym miejscem, które znają i boją się przejść na drugą stronę nie wiedząc, co ich tam spotka. Jak dla mnie mogą sobie tutaj zostać, ale tylko te spokojne, reszta niech stąd wyp… znaczy niech idzie sobie do zaświatów.
Inaczej mówiąc to łatwa i przyjemna praca. Nie wyczuwam tu ani jednego naprawdę złego ducha, który mógłby mi coś zrobić. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego mnie wezwano. Przecież tą robotę mógł wykonać każdy egzorcysta. Czyżby wszyscy nie mogli poradzić sobie z taką ilością duchów? Zresztą, co mnie to obchodzi. Dobrze płacą i dali świetne warunki, więc nie ma prawa do narzekań. W końcu to przyjemna i łatwa robota a przy okazji, chociaż ogólnie pozwiedzam Luwr.
Zatrzymuję się, kiedy tuż przede mną pojawia się olbrzymi pies. Wyczuwam, że nie jest z tego świata, ale nie jest też jakimś pomniejszym demonem, który mógłby tu przybyć z piekła. Ogólnie jest on bardzo dziwny. Warczy, cuchnie i czuję jego oddech, ale nieco prześwituje. A to oznacza, że nie jest prawdziwy, dlatego najprostsza inkantacja pozwala mi się go pozbyć. I właśnie w tym momencie doznaję olśnienia. Wszyscy przede mną uciekli, kiedy zobaczyli tego psiaka. Myśleli, że jest jednym z demonów i sądzili, że samotnie sobie z nim nie poradzą. Wystraszeni nawet nie próbowali wyczuć jego aury, co pozwoliłoby im dostrzec, że jest tylko zwykłą iluzją.
Uśmiecham się pod nosem. Wiem, iż duchy można podzielić na kilka kategorii. Do pierwszej należą takie, które tylko się pojawiają i nic poza tym. W drugiej znalazły się te mogące przemawiać, ale zazwyczaj gadają od rzeczy. Trzecia to już wyższy poziom, bo z tymi możemy już normalnie porozmawiać na każdy temat. Za to do czwartej zalicza się te, które mogą poruszać rzeczami inaczej mówiąc to klasyczne poltergeisty. Piąta klasa duchów to taka, w której mają one dodatkowo siłę zdolną tworzyć iluzje. I właśnie jednym z tych ostatnich mam tu doczynienia. Jednak dobrze, że nie ma tu „Szóstki”, czyli tych, potrafiących zrobić prawdziwą krzywdę człowiekowi. One jednak stanowią niezwykłą rzadkość.
- Skąd wiedziałeś?
Odwracam się i moim oczom ukazuje się duch jednak nie Kasper przyjazny duszek.
- Ej, miałem uwierzyć, że ta marna iluzja to prawdziwy pies? Bez przesady – prycham.
- To było arcydzieło jak wszystko, co stworzyłem! Wiesz, kim ja jestem?
- Oświeć mnie.
- Jam jest Rafael Santi! Jeden s geniuszy swoich czasów!
- A ja jestem babcią czerwonego kapturka. A teraz się ustaw tak jak inni żebym cię mógł odesłać na tamten świat.
- Chciałbyś. Nikt nie waży się mnie ruszyć.
- Niby, dlaczego? Bo jesteś jakimś tam artystą, który zmarł kilkaset lat temu i buja się po tym świecie od tamtej pory, jako duch?
- Między innymi. Nadal tworzę…
Wzdycham. Ledwo go poznałem, a już go mam dość.
- Nie będę z tobą dyskutował – stwierdzam. – Mam się pozbyć wszystkich duchów, jakie są w tym budynku.
- Jakby nie patrzeć jesteś mordercą. My duchy jesteśmy duszą i umysłem zmarłych…
- Nie masz ciała, więc formalnie to nie będzie morderstwo.
- To, że nie mam ciała nic nie znaczy. Jestem istotą rozumną tak jak ty…
- … i robaczki, które, rozumią że muszą gdzieś przezimować.
- Ty prostaku!
Jak on mnie nazwał? Ja jestem prostakiem?
- Stawiasz się? – pytam wściekle.
- Tak ty nędzniku!
- Wyjdźmy na zewnątrz, a obije ci tą duchową buźkę ty… ty marna podróbko!
Patrzy na mnie wybałuszając swoje oczy. Najwidoczniej niedowierza w to, co mu powiedziałem. Chwila. Czy ja serio chcę się bić z duchem?
- Nazwałeś mnie podróbką? Ty kmiocie! Nie waż się mnie tak nazywać! Najzwyklejszy parobek jest szlachetniej urodzony niż ty!
- Na twoim miejscu uważałbym na słowa. Ja tu bawię się w egzorcystę – ostrzegam.
Przygląda się mi podejrzliwie jakby starał się wyjść z tej sytuacji z twarzą. A może, by go zostawić w spokoju? W końcu to wielki artysta i do tego bardzo znany. Mój imiennik!
- Dogadajmy się – mówię. – Ty stąd znikniesz na jakiś czas, a ja nie odprawię na tobie egzorcyzmów. Co ty na to?
- Po tym jak mnie obraziłeś głupcze?
- Przyznaj, że ty pierwszy zacząłem.
- Argumentujesz jak dziecko.
- Jesteś starszy, więc powinieneś być mądrzejszy niż ja – odpieram jego atak.
- Może i masz rację…
Odwracam się chcąc wyjść jednak Rafael Santi kładzie mi swą przezroczystą dłoń na ramieniu. Przystaję czekając na to, co ma mi do powiedzenia. Jednak mijają minuty, a on nadal tak stoi i mnie przytrzymuje.
- Mogę z tobą iść dalej? -pyta. – Chciałbym zobaczyć resztę tego budynku i pozostałe duchy nim stąd odejdę. Niektórych z nich znam i chciałbym się z nimi pożegnać.
- Jasne - odpowiadam.
Przychodząc tutaj nie planowałem obchodu z duchem. Będzie mi go wielka szkoda, kiedy się dowie, że jednak go wyślę w zaświaty. Nie mogę złamać jednej ze swoich zasad by go pozostawić na tym świecie. Zresztą ziemia to już nie jego świat.

***

Już trzecia a ja włóczę się po Luwrze razem Rafaelem Santi. Musze przyznać, że jest całkiem ciekawym gościem, z którym można pogadać na każdy temat. Nigdy nie przypuszczałem, że spotkam kogoś takiego jak on. Szkoda tylko, że spotkamy się dopiero po drugiej stronie.
- Słuchasz mnie? – pytam.
Kiedy nie odpowiada odwracam się i widzę jak znika. Znajomy błysk świadczy o tym, że został odesłany w zaświaty. Ja tego nie zrobiłem, więc kto? Nie muszę długo czekać na odpowiedz. W połowie korytarza dostrzegam Rafała Mizde. Najsłynniejszego egzorcystę naszych czasów. To wysoki blondyn o szarych oczach. Ma około dwóch metrów i ostre rysy twarzy.
- Sam go chciałem odesłać – mówię oschle.
- Czyżbyś chciał długo rozmawiać z duchem? To niezbyt profesjonalne.
- A kogo to obchodzi? Nudno było samemu tak chodzić, więc wziąłem go, jako krótkoterminowego towarzysza – odpowiadam wzruszając ramionami.
- Skończmy tą robotę i wynośmy się stąd – stwierdza mężczyzna.
Kiedy znajduje się bliżej zauważam na jego twarzy liczne blizny. To oznacza, że egzorcyzmował nie tylko duchy, ale i demony. To by świadczyło o tym jak bardzo dobry jest i jak wielkie posiada doświadczenie. Zastanawiający jest tylko fakt, dlaczego podjął się tak prostego zadania? A może nie powiedziano mi o czymś, bo uznano, że nie poradziłbym sobie? Zresztą, co mnie to obchodzi. Ważne by wykonać zlecenie. Szkoda tylko, że nie mogę zrobić tego sam, ale nie stawiałem warunku, który mówiłby o tym, iż nie mogą wynająć jeszcze kogoś.
Nie myślałem, że w ciągu jednej nocy spotkam dwóch swoich imienników, którzy są słynni. Czasem ma się to szczęście. Szkoda tylko, że od żadnego nie mam autografu. Zresztą, komu bym się nimi chwalił? Sama świadomość i satysfakcja by mi nie wystarczyła, bo wiem, że nikt by mi w to wszystko nie uwierzył. W dodatku zaczęłyby się liczne pytania, na które nie chciałbym odpowiadać. Chociaż pozostaną wspomnienia po tej pracowitej nocy.
 
 
   Podziel się na:     
Scáthach 
Scáthach

Dołączyła: 11 Lut 2017
Posty: 17
Wysłany: 2017-05-22, 17:42   

Walki oceniamy do 27 maja do godziny 20:00.
Tradycyjnie wygrywa osoba, która otrzyma więcej głosów lub zyska przed końcem głosowania przewagę, pozwalającą na wygranie.
 
 
   Podziel się na:     
keromatsu 
Administrator

Wiek: 16
Dołączył: 29 Gru 2016
Posty: 11
Wysłany: 2017-05-23, 17:34   

Wybór był trudny, ale jednak wygrywa opowiadanie Scathach.
Było ono ciekawie napisane, a poza tym... nie trawię motywu z duchami itp.
Jednak opowiadanie Ala ma też pewien plus - rozbudowane opisy. Pomimo tej zalety jednak decyduję się oddać głos na opowiadanie Scathach, które dąży do kontynuacji?
 
 
   Podziel się na:     
HakunaMatata 

Dołączyła: 20 Maj 2017
Posty: 2
Wysłany: 2017-05-23, 20:13   

Oba opowiadania bardzo mi się podobały. Lubię historię o duchach, demonach i innych zjawiskach paranormalnych, dodatkowo sama korzystam z rozbudowanych opisów, więc opowiadanie Alberto przypadło mi do gustu. W historii Scáthachna z pozoru nie dzieje się wiele, jednak czytało się bardzo przyjemnie, szybko i płynnie, tak, że czuję mały niedosyt.
Oba opowiadania miały swoje plusy i minusy, jednak w ostatecznym rozrachunku mój głos wygrywa...Scáthach :)
_________________
~ If I had a world of my own everything would be nonsense
 
 
   Podziel się na:     
Choineczka 

Dołączyła: 30 Gru 2016
Posty: 6
Wysłany: 2017-05-24, 05:34   

Standardowo, bardzo ciężko było mi zdecydować, które opowiadanie wybrać. Scáthach jak zwykle bez żadnych błędów, w dobrej długości i lekko się czyta. Jednak jestem pod wrażeniem postępów, które wg mnie zrobił Alberto. Opowiadanie Ala nie dłuży się tak, jak jego poprzednie, ilość błędów również spadła. Z powodu postępów, jakie uczynił i całkiem ciekawego pomysłu, mój głos oddaję Alberto.
 
   Podziel się na:     
LudwikDyens 
Kronikarz


Wiek: 28
Dołączył: 22 Maj 2017
Posty: 2
Wysłany: 2017-05-24, 14:03   

Hm. Obie etiudy przeczytane. Ska vs Al. Przyznam, że lepiej czytało mi się fragment napisany przez Ska (Skę?) - był prosty, lekki i łatwy w odbiorze. Opisy były krótkie, jednak - co dziwne - zaskakująco wystarczające. Al rozpisał się bardziej i (w zamierzeniu) ciekawiej, jednak tam niestety zapiszczał cienko warsztat - więcej błędów wszelkiej maści i rodzaju psuło nieco przyjemność z czytania.
Z racji, że niestety nie oceniamy potencjału, a aktualny stan, oddaję głos na Ska(Skę...?).
_________________
"This is good... isn't it?"
 
   Podziel się na:     
Scáthach 
Scáthach

Dołączyła: 11 Lut 2017
Posty: 17
Wysłany: 2017-05-24, 16:44   

Walkę numer trzy, wynikiem 3:1 (chyba), wygrywa Scáthach. Nie będę gratulować samej sobie, więc gratuluję Alberto i dziękuję za to starcie!
PS: Ludwiku, to jednak forum pisarskie, nie muzyczne, ze ska możesz się udać gdzie indziej, a moja ksywka trochę się od niego różni ;)
 
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8